Minionej nocy śniłam opowieść o ekskluzywnej sekcie kanibali.

Minionej nocy śniłam opowieść o ekskluzywnej sekcie kanibali.

tumblr_mhkbdnQGFh1s3lh24o1_250Minionej nocy śniłam opowieść o ekskluzywnej sekcie kanibali. Czy Waszym zdaniem to odpowiedni moment, żeby zabrać swoją podświadomość na drinka i poważnie porozmawiać?
Równolegle z przemiłym wątkiem głównym śniło mi się, że umieram. Paraliż senny to przepieprzona sprawa, a też wtrącił tu swoje trzy grosze. Jak głęboko sięga otchłań mroku naszej nad/pod/świadomości?

Kiedy wyłączamy ego i odpływamy w krainę bezwładu zaczyna się nie lada zabawa. Co kryje się za równoległą rzeczywistością, która przedstawia się nam w podróży do REM? Kiedy zbierałam materiały dotyczące paraliżu sennego wiele z nich brzmiało jak małonaukowe przypowiastki ludowe… Mnienam, że to sfera wciąż mocno niezbadana, a kiedy widzę sformułowania typu „amerykańscy naukowcy dowiedli, iż…” to dzielę prawdziwość tezy przez dziesięć. Mogą to być wszak wyssane z palca androny, a nie zajmuję się zawodowo obalaniem tez, wprost przeciwnie, wierzę w każdą bzdurę jaką mi się powie (Tato, Ty wiesz, że 1 kwietnia to Twój dzień wobec mojej naiwności).

Sekta kanibali składała się z kilkudziesięciu mężczyzn, bardzo eleganckich i ekskluzywnych, która porywała swoje ofiary znienacka, a następnie przysyłała rodzinie liścik, iż „już po wszystkim” oraz numer telefonu po kredyt (wtf?!). Mój wątek polegał na panicznym ukrywaniu przed nimi siebie i swojego ukochanego, mieli oni bowiem skłonność do porywania młodych mężczyzn (może jakoś lepiej smakują?). Najgorsze było, iż okazało się, że z jednym z wodzireji tego gangu rozmawiałam sobie beztrosko parę dni (czy we śnie są dni i noce oraz kalendarz?) wcześniej, nie będąc świadomą niczego. Widocznie nie wtedy przyszło mi stać się trofeum kanibalistycznego plemienia. We śnie pojawiły się także lody o smaku kapusty, ziół, piasku, w budynku swojej starej szkoły lałam piwo leciwym babciom, a wątek romansu przemieszczał się szeroko geograficznie, nawet na przyhotelowym trawniku, czy w starej opuszczonej przychodni lekarskiej. W międzyczasie paraliż senny dał mi się mocno we znaki w paru dramatycznych seriach co zaoowocowało przesympatycznym snem o procesie przygotowań do własnej śmierci, na co zaradziła moja mama z zaświatów, przysyłając lekarza, który zachowując stoicki spokój dał mi cukierki o działaniu a la relanium do ssania (God, help me) i taki oto sposób nie umarłam. Tzn trudno powiedzieć, bo kto wie czy nasze życie tutaj nie jest jest jedynie lustrzanym odbiciem, złudzeniem optyczno-psychicznym.
Rzadko miewam sny. A jeśli już to są one silnie kryminalne. Myślicie, że te schizofreniczne wizje to jakiś zalążek wejścia w klub 27?