3…2…1…

2016 był rokiem złym. Dla mnie był złym. A jutro wielkie święto, zarówno dla tych, którzy nie ukrywają radości z powodu planu jego hucznych obchodów, oraz dla tych, którzy „mają w dupie sylwestra, postanowienia i podsumowania”. Ja oscyluję gdzieś pomiędzy tymi dwoma grupami. Nie jestem telewizją śniadaniową i nie zamierzam tworzyć patetycznych formuł podsumowań rocznych, wszak bowiem rok to tylko umowna suma dni. Sztuczny twór, żeby jakoś porządkować nam upływ czasu. Żebyś wiedział, że jest ciemno i zimno bo jest 22 grudnia, albo rzucił się w rozpaczliwy wir robienia zapasów żywnościowych bo jest 31 października i jutro sklepy będą nieczynne! Istna histeria.
Nie wiem jak Wam minął miniony rok. Nie wiem jak chcielibyście żeby kolejny wyglądał. Życzę przede wszystkim wiedzy na ten temat. Wiedzy odnośnie składowych niezbędnych, aby rok nadchodzący za rok uznać za rok dobry. Ach, te giereczki słowne, czuję się jak home made Tuwim, albo przynajmniej Martyniuk wersja free trial.
Niech nie będzie wojny, niechaj sklep otwarty się zawsze jakiś znajdzie, ogólnego braku histerii, serdecznego odpierdolenia się od siebie i darowania sobie katowania się jakiegokolwiek czymkolwiek, puszczenia (poluzowania?) wszelkich w(i)ęzłów(?), które Was duszą (tłamszą?). Bąbelki szampana niech Was posmyrajo po nosku i gardziołku obojętnie czy będziecie w domu, pracy, na polu vel dworze, w kosmosie, stodole, pod ziemią…
Ja będę dalej w 2017 udawać, że jestem młodym (hahaha) pokłosiem Make Life Harder i jestem taka Make Life Hardest…
Pisać sobie tutaj będę skromnie i będzie mi niewysłowienie miło, jeżeli zechcecie do mnie czasem zawitać na blog. W planie mam pośmiać się trochę z ludzi, zalecam więc profilaktycznie łyknąć parę tabsów Dystans Med 40 mg, najlepiej popijać szampanem. Tylko nie mieszajcie z wódą! Stara pijaczka wie co Wam radzi. Pojutrze nie zapomnijcie do śniadanka (chyba raczej BRUNCHU?!) oglądnąć Wiedeńczyków… Fajnie se grają.
Ps.
Lubię Was. Życzcie mi aby 2017 wyglądał inaczej.

A jak wyjdzie śmiesznie? Ludzie się pośmieją i koniec. Wielkość nie boi się śmieszności.
T. Różewicz