Jej portet

Boguś Mec śpiewał:
Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt
Bo tego nie wiesz nawet sama Ty
W tańczących wokół szarych lustrach dni
Rozbłyska Twój złoty śmiech
Przerwany w pół czuły gest
W pamięci składam wciąż
Pasjans z samych serc

Jemu oddałam wstęp do tego trójczęściowego posta, opiewającego pewne urocze istnienie.

Pamiętam taką scenę. Grudniowy poranek. Mama wyprawia mnie do szkoły, robi kanapki, pilnuje garderoby (bo zima i znienawidzone rajtuzy pod spodnie muszą być). Mam 10 lat. Żegnamy się.
Pamiętam następną scenę. Do szkoły przyjeżdża po mnie dziadek, co przydarzało się wtedy niezwykle rzadko. Jest godzina 13:20, coś koło tego. Nie wiemy czy to już, wszak telefony komórkowe występowały wówczas sporadycznie.
Następny przebłysk. Jest już wieczór (i jest już ciemno, gdyby Piotr Kupicha chciałby coś dodać). Jedziemy do szpitala. Nie lubię szpitali. Na szczęście ten ceglasty moloch nie jest aż tak nieprzyjemny na oddziale na który wchodzimy. W sali siedzi na łóżku mama. W rękach ma zawiniątko. Czerwonego kartofelka o wyglądzie starego zmierzłego dziadka.
Witaj na świecie Malutka.

Część pierwsza. Przepraszam. Hooponopono, hawajska filozofia życia nakazuje przepraszać więc zakładam łańcuch z kwiatów na kark i tańcząc hula pragnę Ci powiedzieć…
Przepraszam, że sturlałaś mi się z kanapy kilka dni po Twoim przyjściu na świat, kiedy to hardo zapierałam się, że opieka nad parodniowym niemowlęciem jest moją specjalnością. Myślałam wtedy, że mi się zabiłaś, ale na szczęście nic się nie stało. Nosek Ci się jedynie wgniótł, ale tam chyba nawet kosteczek jeszcze nie miałaś zbyt mocno wykształconych. Boże, jak ja się wtedy bałam. Potem uważałam już na Ciebie, ale pomimo tego nie ominęły nas atrakcje rodzaju wycieczki na laryngologię z racji faktu, iż postanowiłaś wsadzić sobie pestki z dyni do uszu, czy jak zdecydowałaś się natemperować sobie paluszki wsadzając je do ostrzałki. Przepraszam, że nie zawsze byłam miła. Przepraszam, że nie zastąpię Ci Mamy.

Część druga. Dziękuję. Hawajska filozofia życia nakazuje dziękować więc… Aloha, słońce nad palmami sobie zachodzi, a ja pragnę wyrazić dziękczynienie. Dziękuję Ci za mnóstwo rzeczy. Za to, że goniłaś dla mnie Roberta Biedronia po ulicy bo ja, stara dziwaczka bałam się go zaczepić w vege barze. Dziękuję Ci, że dałaś chłopakowi z punktu GSM mój telefon, Twa siostra poczuciem obciachu wypełniona sama krygowała się to zrobić. Dziekuję, że znosisz dużo więcej niź ktokolwiek inny z siłą i tarczą, jak prawdziwa rycerka (Rycerza? Rycerka? Ale nie ta miejscowość w górach)… po prostu chcę powiedzieć, że z rycerską siłą znosisz ciosy od losu, których nie szczędził nam, cóż tu kryć, skurwiel jeden. Dziękuję, że odtańczasz mi taniec-rozśmieszaniec kiedy łapię mendę i mam swoje melancholie. Dziękuję, że jesteś ponadprzeciętnie mądra, kiedy ukierunkujesz swe zawodowe ścieżki, będzie zaszczytem mieć Cię za szefową ;-) Swoją drogą mama zawsze mówiła na Ciebie dyrektorka albo kierowniczka. Kiedy dreptałaś rano do kuchni i chciałaś już rządzić wszystkim. Dziarska z Ciebie klacz, droga moja. Nigdy o tym nie zapominaj.

Część trzecia. Proszę. Jako starsza siostra proszę, żebyś była grzeczna…tralalaa…
Proszę jedynie, żebyś znalazła w sobie stan… symbiozy. Z ludźmi, ze światem. To bardzo ważne. Czuj się OK tam gdzie jesteś, gdziekolwiek byś się nie znalazła i w jakimkowiek położeniu. To wszystko jest w porządku. Doświadczać dobra i zła jest w porządku. Akceptuj co przyniesie każdy nowy dzień. Myślę, że każdy rok będzie dla Ciebie coraz mocniej ożywczy, hormony się wyregulują… ;-) Dbaj o higienę umysłu, bądź niezależna. Oddychaj pełną piersią i nigdy nie zapominaj, że przetrwałaś upadek z kanapy prosto na nos. Co Cię może powalić ? Nic.

KOCHANA SIOSTRO, Z OKAZJI TWOICH 16 URODZIN…

W melodię Pójdźmy wszyscy do stajenki śpiewam: Złóżmy wszyscy…
Życzenia ZOSI!