Tramwajarki Tramwajarze

Tramwajarki Tramwajarze

Przystanek 1) Starsza Pani.

Starzenia się, lub, mówiąc mniej brutalnie, Nabywania Lat obserwuję różne szkoły. Np. opcja a la Iris Apfel, częściej spotykana za zachodnią granicą naszego państwa jest imponująca, kłaniam się nisko i wysyłam zasoby respectu k’każdemu jestestwu przejawiającemu ten model.
Jest też opcja w stylu STARA RURA WARIANT A „Nienawidzę Wszystkiego Level Master I Z Innymi Do Mnie Podobnymi Jednoczę Się Na Płaszczyźnie Zrzędzenia Na Wszystko” w skrócie NWLMIZIDMPJSNPZNW. Częściej, choć mam nadzieję, że się mylę, spotykana u nas w krainie ziemniaków i cebuli. Potocznie i upraszczając przypadek ten zwie się Starą Zmierzłą Babą. Spotyka się również osobniki męskie tej kategorii, nieco rzadziej, lecz spokojnie, panowie doregulowują statystyki w innych kategoriach. Wróćmy do Starej Zmierzłej Baby. Nie zawsze jest stara, ale załóżmy, że jest. Rozpoznasz ten przypadek po tym, że często zasiada w parze z inną jej podobną przypadkinią. Jeżeli występuje solo, zauważysz towarzyszące nieodłącznie siatki, położone obowiązkowo na siedzeniu obok. Jest takie wesołe tramwajarko-autobusowe prawo, które sam Murphy chyba ustanowił: Siatki na siedzeniu występują proporcjonalnie częściej do zwiększającej się ilości pasażerów znajdującej się wewnątrz pojazdu. Po prostu – im więcej narodu – tym więcej siatek, zapamiętaj sobie owe prawo zanim wsiądziesz do 820. I pamiętaj, że jest ono bezdyskusyjne. Możesz próbować upomnienia spojrzeniem zabójcy, lecz prawdopodobnie napotkasz beznamiętny wzrok wyrażający… no signal. Pola do merytorycznej debaty nie będzie, zapomnij, zginiesz. Trzymaj się dziarsko drążka, czyjegoś ramienia na twojej twarzy, czyiś pośladków na czole i jazda, panie gazda!

Przystanek 2) STARA BABA WARIANT B „Konan barbarzyńca Anty 25>”. Wszystko, co wygląda w miarę młodo i żywo wrzuca do wora (może jednego z tych na siedzeniu?) z napisem „Ta Dzisiejsza Młodzież”. Zmasowany atak następuje wówczas, gdy znajdzie sobie towarzyszkę/sza niedoli musu przebywania w jednej przestrzeni z tymi okropnymi hałaśliwymi … (szereg epitetów) dzieciarami!. Chowaj się kto może, rysuj zmarszczki, fałszuj metryki, won a kysz młodzieży zdemoralizowana, zakało narodowa! a! I pamiętaj o kolejnym prawie tramwajarsko-autobusowym: Jeżeli pojazd posiada sporą liczbę wolnych miejsc, lub, nawet będzie zupełnie pusty, a ty zajmować będziesz jedno z nich, kiedy pojawi się Konan, wybierze właśnie twoje i zawodzić będzie przez cały czas podróży, że nie śmiałeś miejsca owego USTĄPIĆ na czas. Nie ważne, że pozostałe 60 było wolnych. Skurwysynie!

Przystanek 3) AWANTURRRNIK. Od wejścia przeszkadza mu dosłownie wszystko. Kasownik chujowy. Miejsca mało, pan tu nie stał i ogólnie takie takie. Jedzie za wolno. Za szybko! Za średnio. Ale proszę się nie rozpychać! Niee, nie tak to brzmi… „Kurwanierorozpychajsięjapierdolejebanytramwajzłodziejekrajrządkurwytusk…!!!” (nie zorientował się biedaczyna, że to już nie winatuska, ale, broń boże, nie mów mu tego!)
Awanturnik pokłóciłby się nawet z Dalajlamą. A jeśli nie ma nikogo do wyprodukowania konfliktu? To pokłóci się sam ze sobą. Często nie posiada skasowanego biletu, co budzi delikatne nieporozumienie w momencie kontroli. Czasami kończy się złamanym nosem albo zatrzymaniem tramwaju celem zawiadomienia radiowozu, zupełnie nie rozumiem dlaczego.

Przystanek 4) OBCOKRAJOWIEC. Nie w dosłownym tego słowa znaczeniu. Na trasie Kato-Byto-Byto-Kato można spotkać ich niemało. Rozpoznasz po tym, iż nie rozumiesz języka w jakim się porozumiewa, to proste. Szkopuł w tym, iż nie brzmi to jak angielski, nie brzmi to jak niemiecki, ani jak rosyjski… zorientował(a)byś się przecież. Przysłuchujesz się mimowolnie (osobnik ten często bywa głośny i brak zębów mu w tym zupełnie nie przeszkadza, dodatkowo ilość promili pomaga) i strzelasz, że to coś pobrzmiewa Skandynawią, strzelasz, że między Norweskim, a którymś z języków plemiennych Afryki Środkowej. W końcu twoje geograficzno-ligwistyczne rozważania rozwiewa wybrzmiewające, znajome „kurwa!” vel „kuwa”. Myślisz, może się nauczył… „(mamrotanie, wrzaski, trudno dobrać onomatopeje)…jebać!” I nie masz już wątpliwości. Toż to pobratymiec! A swój norwesko-afrykański dialekt zawdzięcza wspomnianym zębom, albo bardziej, bezzębom oraz, przypuszczalnie, regularnie przyjmowanej substancji płynnej wywołującej obecność promili we krwi. Maniery, cóż, bywają dyskusyjne, no i nic w tym złego, że pacjent pominął ze dwie wizyty u logopety i jedne zajęcia z savoir vivre. Ja wiem, że bieda, środowisko, ok. Nie czas i miejsce na dyskutowanie o tym, iż każdy ma to co wybiera, a „środowiska” powstają przez namnażanie się w/w wyborów i przekonań… Nie czas i miejsce, bo jeszcze ktoś kogoś ugryzie, nakrzyczy, pobije protestacyjnym banerem. Dalej!

Przystanek 5) PERFORMERZY
Zabawiają współtowarzyszy podróży rozlicznymi talentami swemi. Często spotykanym rodzajem są raperzy, rapujący twórczość własną lub okraszoną tłem muzycznym wydobywanym z trzymanego w ręce charczącego głośnika telefonu. Rzężąca komóra, ciężki rap, stary. Grono odbiorców przejętych wykonem stanowi w zasadzie jedynie postać wykonawcy, reszta, chcąc czy nie chcąc, towarzyszy w odsłuchu.

Przystanek 6) DZIEWCZYNY Z DŁUGIMI WŁOSAMI
Są fajne! I ładne i w ogóle. Tyle, że zwykle stoją nad tobą zapatrzone w swego białego Samsunga, nieświadomie smyrając cię swymi puklami po czole, nosie i uszach. Może są tramwajowi fetyszyści miziania włosami po twarzy i wkładania ich sobie do nosa. Ja osobiście mam do tego stosunek neutralny, co chyba pozwala mi na podtrzymanie nadziei, że nie jestem jeszcze zmierzłą babą tak w 100% bo wówczas musiałabym syczeć, poprawiając swój beret, sykać, sssyyyczeć na Tą Wstrętną Dzisiejszą Długowłosą Młodzież (tak, jakby wczorajsza była niedługowłosa. Co to w ogóle znaczy „dzisiejsza młodzież?!” czemu nie „wczorajsza”? albo „sprzed tygodnia”?)

Przystanek 7) IMPREZOWICZE
Spotykani najczęściej w piąteczek i w sobotkę (nie mylić z Sobótką). Jest wesoło! Piweczko się leje (same zdrobnionka), śmiechychichy, spoko-loko. Dziewczyny odstrzelone na maxa, chłopcy umyci, uczesani. Jadą na podbój miasta. Zawsze mam ochotę do nich dołączyć, ale wtedy przypominam sobie, że dla mnie piątek wypada we wtorek, a w środę i tak wzięłam dodatkową robotę, czyli w zasadzie nie ma go nigdy. Ponadto ja w tramwaju przebywam w celu innym niż oni, bo na imprę jeżdżę złotą, długą limuzyną z kierowcą, wylewając na siebie francuskiego szampana już na klatce schodowej.

Długo by dalej mówić. Matek z dziećmi oszczędzę, bo jakaś komisja rządowa przyjedzie mi do domu albo coś. Generalnie są spoko dopóki ilość decybeli generowana przez nią i jej latorośl(e) nie przekracza normy, powiedzmy, wybuchu kilku atomowych bomb. Albo, dopóki nie rozlegnie się na pół tramwaju „Brajan kurwa siadaj tutaj bo dostaniesz w dupe!!!” (autentyk, wierzcie mi~).

Ja, drogie dzieci, zdaję sobie (se, rzekłaby mama Brajanka) sprawę, że moje obserwacje zawężam do pewnego sortu (jakże niebezpieczne to słowo ostatnio) ludzkiego, ale to wszystko, pamiętajcie, z przymrużeniem oczka, i jadu w tym żadnego nie ma, bo mój wąż, ten z kieszeni, nie jest jadowity. Poza tym wyjechał już dawno na Mauritius.
Przystanki 8-12) POLITOLODZY, RELIGIOZNAWCY, PODRÓŻUJĄCY NA NOWĄ DO MOPSU, AZJATKI JADĄCE DO OPERY, BYLI REKTORZY WYDZIAŁU JUDAISTYKI PEWNEGO ZNANEGO UNIWERSYTETU…

Ale o tym innym razem. Muszę wysiadać.