Self-space. Przyjaźń.

Kiedy rodzi się przyjaźń?
Wiem, że zabieram się za zagadnienie trudne i kontrowersyjne, każdy bowiem ma na to zupełnie inny pomysł i zdanie, na szczęście nie jest to temat aż tak mocno burzliwy jak ustrój polityczny naszego państwa, religia i jej odniesienie do życia czy prawa kobiet, nomen omen, wciąż skandalicznie łamane… Stop, KATARZYNA, nie o tym miałaś.
Myślę sobie, że to moment w którym swobodnie wysyłasz komuś osobliwe „kdjshidusfgsjd” czy durną emotkę celem sprawdzenia czy działa ci internet (przyjaźń XXI wieku). Prócz tego, już zupełnie poważnie mówiąc (choć moje życie stale ma się z tym słowem na bakier) śmiem twierdzić, że przyjaźń to dość bliska siostra… „wyczucia”. Wyczucia drugiego człowieka i wobec drugiego człowieka. Jego aktualnych potrzeb, a także czasem braku ingerencji w niektóre rzeczy. Łączności mentalnej, której nie zrywają czas jaki się nie widzicie, sprawy o których (nie) chcecie rozmawiać, czy odległość jaka was dzieli. Nadal wiesz co bawi tego człowieka, co go może ostro wkurwiać, oraz, kiedy jesteście razem, rzeczy dzieją się zupełnie naturalnie, bez sztucznego patosu, tak, jakbyście widzieli się raptem przed chwilą, choć minęły dwie godziny, dzień, dwa, miesiąc, trzy lata. Oczywiście, niektóre relacje mają termin ważności, ludzie się zmieniają bardzo… i to dobrze! Co przetrwa to przetrwa i nie ma sensu tego sztucznie zatrzymywać.

Nie znam się tak naprawdę na tych wymiętych słowach jak „przyjaźń” czy”miłość”… Każdy o nich mówi, ich terminologia trwa posągowo, a znaczenie… Zwariowana sprawa, zostawiam to Woody’emu Allenowi i scenariuszom jego filmów. Wiem jedynie tyle, że nasze ciało sygnalizuje jakość pewnych relacji. Wysyła subtelne mniej lub bardziej sygnały, które dobrze jest czujnie odczytywać. W obecności niektórych ludzi czujesz się jakby ktoś dmuchał na ciebie banieczkami mydlanymi, w obecności innych zaś jakby rzucał w twoim kierunku żwirem. Przy pewnych osobach czujesz jakby ktoś  pawim piórkiem smyrał cię po szyi, a wśród innych – choćby obwiązywał cię drutem kolczastym. To kategoria sygnałów dość mocna, lecz nie bagatelizujmy tych bardziej subtelnych. Kiedy czujesz, że się z lekka dusisz w jakiejś relacji – mały krok w tył. Obojętnie jakiego rodzaju by ta relacja nie była. I warta zapamiętania uwaga ogólna (żeby nie było zbyt pesymistycznie) : Optymista jest to osoba,która myśli,iż zrobienie jednego kroku w tył zaraz po tym jak się zrobiło krok do przodu nie jest katastrofą,ale raczej coś w stylu cha-cha …

Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale każdy zdrowy w miarę człowiek musi mieć swoisty self-space, swój własny teren, przestrzeń, swobodę, wtedy wówczas staje się równorzędnym partnerem, stabilnym przyjacielem,  człowiekiem posiadającym swój mocny grunt, co wyklucza tak wbrew pozorom częste w dzisiejszym świecie „obluszczowanie” drugiego człowieka, wysysanie z niego jego energii, ze względu na brak własnych zasobów. Nie można na to pozwolić. Komfort przebywania z drugim człowiekiem polega na poczuciu wolności. Akceptacji drugiej osoby w pełni, na nienarzucaniu siebie i własnych poglądów (nie bez przyczyny są one własne), łączenia się w przyjaźni na wspólnych płaszczyznach, mając równolegle swoje własne, nawet jeśli zupełnie odmiennie, to bez poczucia, że jest to problem.

Najpiękniejsze w poznawaniu nowych ludzi, potencjalnie nowych członków grona jakie chcesz określać od-przyjacielskimi-określeniami jest to, że są oni inni niż ty. Mają swoją historię, energię, aurę, balast doświadczeń, możesz się dowiedzieć o świecie i o sobie dzięki nim sporo nowego. W starym sprawdzonym gronie przyjaciół natomiast, można jako nadrzędną i najpiękniejszą cechę wybrać… Nie, nie ma jednej. Jest ich od groma. Mam wrażenie, że słowo „miłość” pasowałoby tu lepiej aniżeli w jakiś romantycznych wynurzeniach. Bezwarunkowa akceptacja, sprawdzona latami możliwość polegania na sobie, wspólne poczucie humoru, które rozumiecie prawdopodobnie tylko wy (nieprawdopodobny poziom absurdu zawsze mile wskazany), fakt, iż nie zdziwi nikogo kiedy pojawisz się na spotkaniu w piżamie, niebieskich włosach, czy dwóch różnych butach – wszak ich to w ogóle nie dziwi, znają cię. Uprzejmy brak zdziwienia względem pewnych rzeczy to też miła sprawa. I cały czas przestrzeń… dużo przestrzeni… W miłości chyba mogłoby być podobnie? Mówią ponoć, że wychodząc za swojego najlepszego przyjaciela prawdopodobieństwo rozwodu maleje o 70% To taka ciekawostka na koniec dla ludzi lubiących śluby lub rozwody.

Przyjaźń polega na tym, także na tym, że nie dostarcza się przyjaciołom zbytecznych zgryzot.

Jerzy Pilch, Miasto utrapienia

 

Twórzmy przyjazną przestrzeń. Dziękuję za chwilę (nie)uwagi.

: Optymista. Ktoś kto uważa, że krok w tył zaraz po zrobieniu kroku naprzód to nie katastrofa, lecz cha-cha.