Czy(m) dajemy się ogłupiać?

Zdaję sobie sprawę, że nie odkrywam nowego kontynentu, ani kolejnej planety w galaktyce, ale naprawdę winniśmy być ostrożni wobec treści serwowanych nam podprogowo do głowy każdego dnia. Wobec wszędobylskiego soft porn, gadających parówek i śpiewającego płynu do prania należy zachować szczególne środki ostrożności w postaci stale uruchomionej zapory (coś jak mentalny firewall), czy filtra przez którego przepuszcza się treści próbujące wkradać się do naszej czapki. Odbiornik wrzeszczy do ciebie że potrzebujesz!!! Kostki rosołowej, która po wrzuceniu do zupy powoduje, że cała rodzina zjednoczy się z uśmiechem przy stole, tańczącej margaryny (to lepsze nż LSD!), żelu pod prysznic po użyciu którego laski będą się za tobą uganiać stadami (wtf?!)… a czasopismo oznajmia, że must have. Podczas gdy ty w międzyczasie kombinujesz jak za najniższą krajową zorganizować sobie miesiąc, oczywiście dorzuciwszy do tego bilansu Must Have. Inny odbiornik za to diagnozuje, że brakuje ci apetytu, włosy ci wypadają, skórę masz niezdrową, trawienie niezbyt ci działa, a zawał to kwestia czasu… lecz jest nadzieja i możesz temu wszystkiemu zapobiec! Wystarczy zażyć jeden z kolorowych cukierków o którym pan/pani mówi ćwiczonym głosem specjalisty i wszystko będzie dobrze! Biegnij kupić i smacznego!

Nie znam się na mechanizmach reklamy. I nie chcę brnąć w głąb tego tematu, bo nie o to chodzi.
Chodzi o u w a ż n o ś ć. O estetykę i jakość tego czym karmisz swoją jaźń (brzmię czasem sekciarsko, owszem) i o weryfikację tego, co steruje twoją drobną decyzyjnością każdego dnia. Tym, że nosisz ten czy inny płaszcz, czy że robisz sobie ombre (panowie, to taki rodzaj farbowania włosów), czy, że w przerwie meczu naprawdę masz ochotę na piwo tej konkretnej marki. Bo jeśli tak, to super i oby Żabka była blisko, a i żeby fryzjer radził sobie z kunsztem farbowania. Mój postulat zakrawa i postuluje jedynie o czujność i uważność.

Podobnie sprawa ma się z wyborem lektur jakimi się karmisz, muzyką jakiej słuchasz, filmami na jakie wybierasz się do kina. Jeśli masz zryty beret, to nie dziw się, że nie będzie on mniej zryty, jeśli wybierzesz się na ten i ten film, którego własnie celem jest zrycie ci beretu. Nie pogarszaj swych stanów. Bo wszyscy idą? Niech idą.
Trzeba się o r i e n t o w a ć  co w świecie  i kultiurze piszczy (czasem dosłownie),to jasna sprawa. Warto być człowiekiem światowym i obytym, a rozeznanie w aktualnie otaczających nas sprawach to również rzecz bezdyskusyjna. Ale można czasem zrezygnować z oglądania Złych Wiadomości  - dla własnego zdrowia i dobra. Tym bardziej, jeśli twój dzień nie należał do mistrzowskich. Nie dziw, że jesteśmy rozedrgani ciągle otaczającym nas wrzaskiem, a dodatkowo informacje w masowych środkach przekazu mają nam podbijać emocje stąd…. większość z nich jest zła, wszak siła rażenia w ich kategorii jest większa. Warto się zastanowić czy stymulacja taką materią wychodzi nam na zdrowie.

Podobnie sprawa ma się w stosunkach międzyludzkich, ale to już materiał na zupełnie osobny temat, wpis, traktat, epopeję wręcz. O wpływie innych ludzi na nasze życie można by mówić nieskończenie długo. Skrótowo rzecz ujmując – przyglądajmy się reakcjom naszego ciała i ducha. Lgnij do X, Y, Z przy obecności których czujesz się jakby ktoś wylewał na ciebie mleko z miodem i smyrał pawim piórkiem, a nie miział cię drutem kolczastym i wytrząsał ci wnętrzności. O ile oczywiście masz możliwość wyboru i selekcji aby przedstawicieli krainy miodu i mleka koło siebie mieć. Czasem to nie jest możliwe… Wtedy oddychaj. ;-)

Reasumując. Dbaj o karmę, nie tylko w sferze treści aplikowanej dożołądkowo. Ament.