„Będzie co ma być”, czyli krótka opowieść o sloganie.

Nawet nie macie pojęcia ilokrotnie w ostatnich dniach usłyszałam od bliskich i mniej bliskich osób stwierdzenia typu: „Aa…będzie co ma być”, „Nie wiem i zostawiam to…”, „Widocznie tak musiało się stać”, „Zobaczymy co z tego wyniknie”… Sporo swoistej ‚niewiedzy’ zaserwowali mi rozmówcy. I ja w pewnym momencie wysnułam sobie taką myśl … że w zasadzie nawet fajnie jest Nie Wiedzieć. Oczywiście kreacja własnej przyszłości to rzecz nadrzędna, skuteczna i obowiązkowa, jeżeli ktoś posiada łeb na swym szanownym karku i zdaje sobie sprawę z faktu, ile zależy od niego samego, od każdej myśli jaką wysyła ze swej umiejscowionej solidnie na wcześniej wspomnianym karku głowy w eter… To wszak fakt niezaprzeczalny, że każdy z nas posiada ogromną moc sprawczą, aby doregulowywać rzeczywistość pod własne widzimisię.

Cała rzecz o często wymawianych sloganach z początku tekstu ma się inaczej, gdy życie postanawia dorzucić nam do scenariusza kilka scen-niespodzianek, stawiając nas w obliczu faktów czy ludzkich zachować, których nie byliśmy zdolni przewidzieć, że się mogą zaistnieć . I myślę sobie, że to wówczas czasem rzuca się poczciwe „będzie co ma być” (lub nuci „let it be… let it be…”) żeby sobie ulżyć, a chyba tak naprawdę – z bezsilności ?

Moim zdaniem ten właśnie moment bezsilności może być wyzwalający.
Następuje swoista zgoda i popłynięcie z prądem kolei losu. Niech będzie tak, jak jest. I to jest okej. Nie znamy ostatecznej wizji finału tej czy innej sytuacji… i chwała życiu za to! W jego scenariuszu bowiem może wydarzyć się WSZYSTKO… Czy to nie jest w zasadzie fantastyczne? Kiedy tracisz moc sprawczą – możesz przemieniać się w Obserwatora.

Zawsze, gdy czekam na spóźniony autobus (bo ten na który przybyłam punktualnie zawsze postanawia odjechać minutę przed czasem… Nie wiem, które to prawo Murphy’ego i czy takowe jest, ale na pewno zależność ta na nie by się nadawała) myślę sobie, oklepańczym banałem jadąc, teorię następującą: tak widocznie musiało być. (Ach, Coelho byłby dumny).
Może gdybym znalazła się w wybranej destynacji na czas, to spadłby mi na głowę… na przykład meteoryt?! (Albo muszla klozetowa z jakiejś ex-stacji czy rakiety kosmicznej, która powiedzmy, wybuchła na ziemskiej orbicie roztrzaskując się na milion elementów… tak, tak! mam często paranoiczną myśl na tle spadającego z nieba kibla, jeszcze nie wiem czym to się leczy).

Jest mnóstwo tego typu sytuacji.
Kiedy rozwala się jakaś relacja, nie zdajesz na te czy tamte studia, pies nie chce wyjść na spacer, klucz łamie Ci się w zamku, na trasie do pracy trafi się korek… Zamiast się z tym mocować… Oddychaj. I sprawdź co dalej.

„Zegar życia można uszkodzić tylko raz i nikt nie ma takiej wiedzy, by powiedzieć, kiedy zatrzymają się jego wskazówki – w godzinie późnej czy wczesnej. TERAZ – to jedyny czas, jaki masz, by żyć, kochać i z zapałem pracować. Więc nie pokładaj nadziei w jutrze, bo wówczas twój zegar może już stać”
Autor nieznany