Fundacja „Pomoc dla przypadków”.

Mieliście czasem tak, że kiedy byliście kimś zainteresowani, powiedzmy, podobał Wam się ktoś, to w obecności tej osoby zachowywaliście się jak kompletni kretyni? Czy kiedy mężczyzna w obecności kobiety zachowuje się trochę jak dureń (i odwrotnie, kiedy ona to robi) może oznaczać, że ona mu się podoba (lub on jej?).

O ile ktoś nie posiadł tej cudownej umiejętności samokontroli swojego zachowania i pełego panowania nad sytuacją, lub nie przeczytał z paru książek rodzaju „Jak ją/jego uwieść w 30 sekund”, „Możesz go mieć! Teraz!” itp. (zmyślam te tytuły!) to chyba każdy mógł tak kiedyś mieć.

Ja stosowałam przeróżne techniki, jedną z ulubionych była „udaję, że cię nie widzę kiedy cię mijam” (bardzo mądra) albo, np. w grupie ludzi będąc, „rozmawiam z każdym i patrzę na każdego za wyjątkiem ciebie” (równie sensowna). Ale okazało się, że nie byłam osamotniona, wczoraj przyjaciółka sprzedała mi wyznanie, które jej 8 letnia uczennica wyłożyła w trakcie trwania lekcji skrzypiec, dotyczące jej uczuć do kolegi z klasy: „Moja miłość do niego będzie polegać na tym, że nie odezwę się do niego do czwartej klasy!” (oni są w drugiej). Ta dam!

Po pewnym czasie okazało się (!) że aby nawiązać interesujące znajomości trzeba… uwaga… Nawiązać KONTAKT! Eureka! 20 lat życia w niewiedzy i zaciemnieniu lecz jasność spłynęła na jaźń i otworzyły się wrota wszechwiedzy i olśnienia…

Zdaje się, że wszystko rozgrywa się o strach. Strach przed wyjściem na wspomnianego wyżej głupka (tak jakby nie zagadanie do osoby, którą jesteśmy zainteresowani było niezwykle mądre), obawę przed wyśmianiem czy odrzuceniem? No tak, jest szansa, że trafi się na niekontaktowego buca czy zablokowaną i zamkniętą sucz, którzy mogą uznać was (nas) za wariatów. Czy po prostu normalnego człowieka, który akurat dziś nie ma ochoty na rozmawianie z kimkolwiek. Bywa, zdarza się, normalne.

A co jeśli nie …?
I nie mam tutaj na myśli jedynie sytuacji potencjalnie matrymonialnych.
Gdyby nie przypadek i rezolutność pewnego leciwego gentlemana, który postanowił zająć jedno z 40 wolnych miejsc w autobusie akurat koło mnie, zadawszy następnie jedno z pytań fundamentalnych pt. czy tym oto autobusem zdoła dojechać na Os. Paderewskiego do biura o nazwie XYZ (tak, zdoła pan). W konsekwencji pytania nastąpiła między nami dość długa (korki) wymiana zdań i w ten oto PRZYPADKOWY sposób poznałam leciwego rektora, wciąż wykładowcę uczelni i wydziału na którym marzyłabym, aby móc jeszcze w niedalekiej przyszłości podjąć studia. Profesor wydziału judaistyki pewnej znanej polskiej uczelni w autobusie linii 6– jedzie opłacić rachunki do biura dostawcy internetu, bo coś mu się nie zgadza (mnie także co miesiąc nic się w rachunkach nie zgadza, chyba najbardziej to, że muszę je opłacić). W każdym razie jedzie, opowiadając mi o uczeniu, publikacjach jakich jest autorem, podróżach m.in. do Syrii (Aleppo to piękne było miasto zanim…) czy Izraela. Przypadek? Warto odezwać się do obcych ludzi, ot tak…?

Ostatnio podczas lunchu z przyjaciółką do miejsca w którym spędzamy baaaardzo dużo czasu wszedł On. Po prostu modele Armaniego mogliby się schować w zarośla (w zarośla…? nie ważne.) I ten nonszalancki dryg…
Nie, nie naoglądałam się amerykańskich komedii romantycznych, choć wkrótce święta, grudzień – nadrobię. No więc wchodzi, zamawia, siada. Sam. Ja także byłam już wtedy sama przy stoliku. Nie wiem jaki procent kobiet gapiłoby się na niego bezczelnie czy nawet zagadałoby… Nie wiem jaki procent mężczyzn, po wymianie kilku spojrzeń, po prostu podeszłoby do obcej kobiety z pytaniem czy czeka na kogoś i czy może (mógł), w każdym razie on w tym procencie się znalazł, za co zyskał mój 200procentowy szacunek za odwagę. Ale czy nie tak właśnie być powinno? Czy nie uprościłoby to wielu spraw, niedopowiedzeń, pozwoliło omijać zwarte szeregi zmarnowanych szans?

Parę m-cy temu w autobusie linii innej niż judaistyczna zaczepiła mnie sympatyczna dziewczyna. Wysiadłyśmy wtedy razem i, w dalszym ciągu właściwie kompletnie się nie znając, poszłyśmy razem na koncert mojego przyjaciela kontrabasisty. Do dziś utrzymujemy kontakt.

Dlatego polecam nie bać się, patrzeć, rozglądać się, nigdy bowiem nie wiesz czy nie wjedziesz wózkiem w Lidlu w miłość twojego życia albo nie pójdziesz całować się na łódkę w parku z chłopakiem z autobusu w kierunku X (byłam młoda, nierozważna, bardzo nie żałuję)… A może zagadawszy do kogoś w pubie okaże się, że rozmawiasz ze swoim przyszłym przyjacielem od serca, lub przez przypadek poznasz kogoś, kto trudni się profesją o istnieniu jakiej nie miałeś nawet pojęcia? Albo powie Ci coś, co zainspiruje Cię do pomyślenia o czymś w sposób w jaki do tej pory nigdy nie miałeś okazji… Rozwijanie horyzontów i otwartość to bardzo ważne przymioty czyniące z nas fajnych ludzi. Tak se myslę, co nie?

Bardzo, bardzo lubię przypadki i zbiegi okoliczności. Tylko one działają potrójnie, kiedy się im pomaga. Nie bójcie się wyjść na namolnych świrów. Większość kobiet to uwielbia, a faceci, mam nadzieję, też doceniliby akt odwagi werbalno-zaczepnej.
Nieniechajmy!* , pardon. Nie zniechęcajmy się!

*skąd to słowo:

http://www.anioly-nieba.pl/polski/img_2500/obr2900_pl.jpg